14 sty 2013

Lombardia cz. 4 - Bellagio - mówią, że perła jeziora Como

Bellagio reklamuje się jako perła jeziora Como. Dla odkrycia tej perły my zrezygnowaliśmy z kolejnego fragmentu ścieżki wędrownika. Czy było warto? O tym przeczytacie w dalszej części posta, gdzie opiszemy nie tylko samo miasto, ale i jego okolice (bo jak wiecie - szwendać to my się lubimy). Do tego oczywiście dojdzie sporo zdjęć :). Zapraszamy do lektury.



Nasze pozostałe relacje z Lombardii:

Nad jeziorem Como jest sporo atrakcji i naprawdę łatwo tu można sobie zagospodarować czas. My wręcz doszliśmy do takiego momentu, że musieliśmy wybierać. Albo kontynuujemy ścieżkę wędrownika (i zwiedzamy m.in. wodospady koło Bellano), albo płyniemy tam, gdzie stykają się wszystkie odnogi jeziora Como - do Bellagio i sprawdzamy, czy rzeczywiście jest perłą jeziora Como. Co prawda napotkana para mieszkających w Hiszpanii Anglików raczej sceptycznie się o tym mieście wypowiadała, ale nas coś tam ciągnęło.

Dojazd
Bellagio leży na półwyspie rozdzielającym jezioro Como na odnogi. Z Lecco (i naszej Abbadia Lariana) najłatwiej do Bellagio dostać się promem. Jednak można nieco przyoszczędzić poprzez dojechanie do Varenny pociągiem i dopiero stamtąd wybrać się drogą wodną. W Varennie za przepłynięcie można zapłacić kartą (4,60 Euro za osobę w jedną stronę). Z promu mamy niepowtarzalną okazję zobaczyć od strony jeziora takie miasta, jak Varenna, Bellagio i Menaggio. Warto.

Menaggio

Bellagio

Bellagio
Co warto zobaczyć w Bellagio? Samo miasto to z grubsza dwie równoległe aleje - jedna przy brzegu, druga nieco wyżej. Połączone są one albo uroczymi wąskimi uliczkami, albo równie ładnymi schodami. Poza tymi alejkami i łącznikami miasto może nie ma masy zabytków, ale hiciory są. Oto i one:


Miejsce, gdzie dzielą się wiatry, czyli Punta Spartivento. Nie wnikamy, jakie wiatry autor miał na myśli, ale innymi słowy jest to miejsce, gdzie łączą się wszystkie odnogi jeziora Como. Jest tu molo, kilka ławek i kawiarnia. Aha i rzecz jasna - widoki na dwie z trzech nóg jeziora Como. Na serio trzeba tu przyjść.

Widok na wprost

Widok na lewo

Widok na prawo - tu akurat z promu.


Bazylika S. Giacomo i plac przy bazylice. Bazylika z XII w. romańska - czytaj ciemna, tajemnicza. Przypominała nam klimatem nieco kościół Santa Miniato al Monte z Florencji i tym nas zauroczyła.



Przy placu przed bazyliką stoi niepozornie wieża będąca pozostałością po średniowiecznych fortyfikacjach miasta. Ponad to na środku jest fontanna, którą przeniesiono sprzed Willi Gotica (o której za chwilę) i na której postawiono później Madonnę Pielgrzymów.


Schody Sebelloni - łączą dolną część miasta z górną. Kiedyś to był kanał otoczony z prawej strony wysokimi murami miejskimi. Teraz jest to aleja z kolorowymi sklepami, restauracjami i kawiarniami.


Kaplica S. Giorgio - niewielka, ale ładna z zewnątrz, nieco uboga wewnątrz. Pochodzi z XI - XII wieku i wciąż ma ducha tamtej epoki. W środku figura z tego samego okresu. Co ciekawe - wewnątrz obrócono swego czasu całość o 180 stopni. Ołtarz kiedyś stał tam, gdzie teraz jest wejście, a wejście tam, gdzie ołtarz. Teraz wchodzi się od strony ulicy - z deka wygodniej.


Pomiędzy kaplicą, a dzwonnicą znajduje się przesmyk, a za nim czai się biblioteka publiczna. Fajny budynek w nieco niepasującym do reszty secesyjnym stylu. Tak nie pasuje, że aż intryguje.



Dla miłośników wszystkiego, co z klimatami gotyckimi związane zostaje jeszcze Villa Gotica niegdyś neogotycki kościół anglikański z XIX wieku, obecnie budynek prywatny.



To by było na tyle. Odpocząć można w przyjemnym parku miejskim, albo w uroczych alejach nad brzegiem.



Z ciekawostek po wyjściu z promu, niedaleko punktu informacji turystycznej można znaleźć filar z zaznaczonymi datami 1829 i 1868. Domyślacie się, skąd się one wzięły? Tak odnotowano stany wód w tych latach. Torebusie by pływały...


Pewnie nikogo nie zaskoczymy tym, że dla nas to było za mało. Bellagio pokazało nam wiele, ale ciągnęło nas dalej, tym bardziej że u góry czaiła się zachęcająca ścieżka. Zdobyliśmy w informacji turystycznej mapy okolic i wyruszyliśmy dalej.


Przedmieścia
W małej rybackiej osadzie Pescallo natrafiliśmy akurat na zlot (czy jakieś zawody) wszystkiego, co ma żagle.


Nieco dalej i wyżej znajduje się Villa Giulia otoczona przez drzewa oliwne. Willa rewelacyjnie się prezentuje na tle gór znad jeziora.


Od willi ciągnie się aż do drugiego brzegu długa pokryta trawą aleja zwana Vialone. Poniżej widok na willę właśnie z owego drugiego brzegu.



Następnie w San Vito pokluczyliśmy nieco tamtejszymi wąskimi uliczkami i dotarliśmy do uroczego malutkiego szesnastowiecznego kościoła o tej samej nazwie, co mieścina.


W Visgnola jest kolejny kościół (S. Maria Annunciata in Breno) z fontanną i legendą. Oto i legenda. Miejscowy lord codziennie podróżował tutaj z Borgo. Miał problem z nogami, więc podróżował konno. W tym miejscu była studnia, z której lord za każdym razem pił wodę, a jego koń tutaj wykonywał coś a'la ukłon. Pewnego razu poczuł, że z jego nogami jest dużo lepiej. Kazał swoim sługom kopać w tym miejscu. Znaleźli obraz Maryi z Dzieciątkiem. Lord w miejscu studni wybudował fontannę i kościół, a obraz wisi na chórze.

 
Woda z fontanny zasila niedawno odrestaurowane pobliskie starożytne łaźnie.


Teraz można przejść się na drugą stronę półwyspu, albo tak jak my podreptać w górę ulicą Via Valassina w poszukiwaniu fajnego widoku. Droga jest kręta i bez pobocza, więc idzie się nieco z duszą na ramieniu, ale po nieco dłuższej chwili pojawia się mały hotel Panorama. Nazwa zobowiązuje. Z nadzieją, że nikt nas nie przegoni, weszliśmy na podwórko. Spotkaliśmy człowieka, który nieco spod oka na nas spoglądał, ale mimo tego z uśmiechem poprosiliśmy o zrobienie nam zdjęcia. Gość nie dość, że uśmiechem się odwdzięczył, to jeszcze zaprosił nas na taras, bo stamtąd dopiero było na co popatrzeć... Jak już raz pisaliśmy - Lombardia to dla nas wyjazd spod znaku fajnych ludzi.

 
    
Po powrocie do łaźni obraliśmy odchodzącą z nich polną drogę (Via Alla Piana) i udaliśmy się nią na drugi brzeg półwyspu. Tu chcieliśmy zwiedzić muzeum instrumentów żeglarskich, ale już było zamknięte. Trafiliśmy za to na jakiś rodzinny festyn z zawodami


W San Giovanni znajduje się kościół pod tym samym wezwaniem. Pochodzi on z XVI wieku, ale istniał w tym miejscu wcześniejszy - już w X wieku. Kościół otwarty jest tylko w niedzielę o 10:00 na czas mszy. My mieliśmy szczęście i wparowaliśmy tam w czasie sprzątania :). Serio warto wejść do środka. 



Poza kościołem jest tu molo, willa i znowu - fajne widoki nad brzegiem. Nasyceni szwendaniem się i tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy już wracać w stronę Bellagio. Po drodze można zobaczyć zdekonsekrowany kościół romański z X wieku, a po drugiej stronie na wzgórzu - mauzoleum. Nieco dziwne, ale ciekawe. Oba budynki należą do Villi Gerli, która znajduje się niżej, nad brzegiem.



Na koniec zajrzeliśmy jeszcze w Taronico do lokalnej małej mleczarni (ot taki mini rodzinny biznes). Jogurt z tejże mleczarni smakował po prostu rewelacyjnie, a nawet po migowemu się dogadaliśmy, że łyżek nie mamy i się u nich plastikowe znalazły :)



Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w Bellagio nad brzegiem i wróciliśmy promem do Varenny. Tam zjedliśmy pizzę z naszej ulubionej pizzerii typu take -away.

Z Varenny przeszliśmy się do Fiumelatte, gdzie znajduje się nieco opuszczona stacja kolejowa. Tam czekaliśmy na nasz pociąg, który niby ją miał w rozkładzie. Myk w tym że wparował tak, jakby wcale nie chciał się zatrzymać. Pomachaliśmy i go złapaliśmy - prawie jak na stopa :)

Wycieczka do Bellagio to był strzał w dychę. Głównie dlatego, że zabraliśmy się za zwiedzanie go po swojemu, czyli pobuszowaliśmy też po przedmieściach, bo w samym Bellagio (co by nie było - ładnym mieście) jest niewiele. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz