7 kwi 2013

Mała Fatra, czyli przepis na udany długi weekend

Malá Fatra to kolejne magiczne miejsce niedaleko polskiej granicy, które zwiedziliśmy. Jest ono wprost idealne na długi weekend. Tłoku tu jeszcze nie ma, za to są ciekawe doliny oraz łatwe do zdobycia i wdzięczne widokowo góry. W dalszej części posta o tym, jak tam dojechać, gdzie spać i gdzie chodzić, czyli opisy szlaków i zdjęcia.


 


Dojazd
Najwygodniej dla nas było przekroczyć granicę w Zwardoniu i kierować się potem kolejno na Cadca, Krasno na Kysucou, Stara Bystrica, Terchova. Pokonujemy wtedy jedynie 51 km u naszych południuowych sąsiadów bocznymi drogami, więc szansa na "pokutę" względnie mała :). Mimo tego jakoś na Słowacji nigdy mnie nie ciągnie do szaleństw - mandaty w Euro mogą boleć bardziej. Mieszkańcy Małopolski przekraczają granicę w Chyżnem i kierują się na Oravsky Podzamok (tu koniecznie trzeba się zatrzymać i popodziwiać) i dalej na Dolny Kubin. Raz jechaliśmy przez Korbielów i Namestovo i Stara Bystrica. Nie pamiętam czemu obraliśmy ten wariant, ale pamiętam, że podczas postoju na przydrożnej polanie mieliśmy okazję spotkać kilka żmij.    

 
Zakwaterowanie
U wlotu do Doliny Vratnej znajduje się miejscowość Terchova, nad którą góruje pomnik Janosika. Wiele osób znajduje już tutaj zakwaterowanie. My postanowiliśmy pojechać trochę dalej do Stefanowej. Stefanowa mieści się w granicach Parku Mala Fatra, u podnóża Velkego Rozsutca. Zalety są co najmniej dwie: bezpośrednie wyjście na wiele szlaków i piękne widoki za oknem. Terchova za to ma kościół i supersam. Samochód w Stefanovej trzeba zostawić na parkingu (dużym i o ile pamiętamy - darmowym). Grzechu pisze: Byłem tu już trzy razy u zawsze udawało nam się znaleźć nocleg w Stefanovej na miejscu - po prostu pytając po domach do momentu, aż któryś nam spodobał się jakościowo i cenowo. Ostatnio spaliśmy w schludnym domu płacąc 7,5 Euro za osobonoc. Pamiętajcie, że jak my mamy długi weekend, to Słowacy mają go niekoniecznie, więc nie zrażajcie się, jak szukacie lokum, a ludzi nie ma w domach - pojawią się, jak wrócą z pracy :). Aha - jeszcze jedno. Obie wioski są ciche i  raczej nic się w nich nie dzieje, ale w Stefanovej nie dzieje się bardziej.


Szlaki
Tuż po przyjeździe i znalezieniu kwatery wyruszyliśmy na Malý Rozsutec (1343 m n.p.m.). Z Stefanovej wyszliśmy zielonym szlakiem na Hutky, dalej żółtym i na końcu niebieskim na przełęcz (Sedlo Medzirozsutce). Pozostaje tylko czerwony szlak na szczyt, gdzie do pomocy mamy parę łańcuchów. Polecamy na tą górkę dobre buty.





Z Małego Rozsutca rozciąga się piękna panorama, widać także trójramienny Veľký Rozsutec. Niestety szlak na niego jest zamknięty od 1 marca do 15 czerwca, więc tylko pozostało nam go oglądać z oddali. Przy dobrej pogodzie można podobno zobaczyć Tatry.

Schodząc z Małego Rozsutca zielonym szlakiem, malowniczymi łąkami doszliśmy do Białego Potoku i wracaliśmy przez Dolne Diery. Występujące tu liczne drabinki oraz mostki pokonują wapienne progi, przez które spada malowniczymi kaskadami potok. Szlak bardzo przyjemny, ze słowacką fantazją, bo przecież gdzie indziej znaleźć most położony nie w poprzek, a wzdłuż rzeki? :)


Na drugi dzień wybraliśmy się przez przełęcz Medziholie, z której roztacza się piękny widok na Duży Rozsutec, na kolejny szczyt Krywańskiej Malej Fatry - Stoh (1607 m n.p.m.). Stoh mimo, że wyższy od Małego Rozsutca nie jest kamienisty, ale porośnięty trawą, wśród której o tej porze roku można spotkać jeszcze krokusy. Trasa ta jest łatwa.



Plan był prosty: dotrzeć czerwonym głównym szlakiem na Mały Krywań lub dalej. Weszliśmy więc na kolejny szczyt - Południowy Gruń (1460 m n.p.m.). Niestety ciemne chmury i burza przeszkodziły nam , więc trzeba było w pośpiechu zbiegać nartostradą do Chaty na Gruni.

Wieczorem zrobiliśmy sobie jeszcze spacer w Dolne Diery i wróciliśmy przez Nove Diery. Jest to bardzo fajna trasa na popołudniowy krótki wypad. Dolne Diery pełne są drabinek i mostków. Górne mają za to kilka punktów widokowych. Jeżeli wracacie z Białego potoku do Stefanovej i musicie wybrać tylko jeden z tych szlaków - wybierzcie Dolne.



Trzeciego dnia pogoda nie dopisała. Mimo tego postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Małej Fatry: Wielki Krywań. Przez Sedlo za Kraviarskym (1230 m n.p.m.) dotarliśmy na Veľký Kriváň (1709 m n.p.m) Niestety widoki były marne, bo wszystko spowiła mgła, za to pozostała satysfakcja ze wspinaczki :).

Wśród mgieł weszliśmy jeszcze na Chleb. Schodząc minęliśmy kolej gondolową z Vratnej doliny na Snilovské sedlo.


W dzień wyjazdu pogoda zdecydowanie poprawiła się, zatem postanowiliśmy jeszcze coś zdobyć. Pojechaliśmy do Strećna, skąd postanowiliśmy popodziwiać kilak ruin i zdobyć Suchy. U wylotu szlaków nie ma parkingu, ale da się pokombinować.

Z miasta pięknie widać dumnie paradujący na skale zamek Strećno. W przeszłości była to najbardziej bezpieczna twierdza regionu Wagu.



Czerwony szlak zaczyna się niemrawo wzdłuż Wagu. Dopiero po około pół godziny zaczynają się jakieś wzniesienia. 



W pewnym momencie szlak rozchodzi się na czerwony i niebieski. Oba mają wady i zalety, a konkretnie czerwony ma zalety, a niebieski wady, dlatego nie idźcie niebieskim, choćby trzeba było wracać tą samą drogą. Po wdrapaniu się na pierwszą poważniejszą górkę uważajcie na znaki. Na szczycie czerwony szlak skręca, a idąc prosto innym czerwonym (znak widać na drugim planie na focie poniżej) można zwiedzić ruiny zamku Stary Hrad. Nie polecamy za nadto się tu rozgaszczać, zdarzyło nam się widzieć, jak tutejsze służby zgarniały amatorów biwakowania przy ognisku na zamku.








Dalej szlak idzie grzbietem aż do schroniska. Warto polować na punkty widokowe w stronę Wagu.



Za schroniskiem można odbić w stronę górskiej kapliczki, a za niedługo oczekiwać widoków na Suchego.




Widoki z Suchego Wierchu są cudne. Widać Wielki Krywań, Żylinę, rzekę Wag i wszystkie pasma górskie wkoło.





To jeszcze Panorama z Suchego (po lewej Straceniec, po prawej Mały Krywań):



Szlaki o tej porze roku nie są zatłoczone. Spotykaliśmy niewielu turystów, a ci napotkani okazywali się w większości Polakami. Pogoda jak to w maju bywa loteryjna, choć nam w zasadzie dopisała. W jedzenie zaopatrywaliśmy się w pobliskich Potravinach w Terchowej. W Terchowej znaleźliśmy też dość przyjemną restaurację, choć z początku nie było łatwo znaleźć coś gdzie można by było coś zjeść.

Mała Fatra wydaje nam się idealnym pomysłem na długi weekend majowy lub czerwcowy z okazji Bożego Ciała. Trasy (poza samymi partiami szczytowymi Rozsutców) są łatwe, nie ma tłoku, a doliny mają co nieco charakteru ze Słowackiego Raju. Polecamy! :)

A jeżeli ciekawi Was Słowacki Raj, zapraszamy do poczytania naszych relacji stamtąd. 


7 komentarze:

  1. Zawsze podziwiałam zamki na skałach i tych, którzy je tam zdołali wybudować! Bez specjalistycznych sprzętu itp, jakimi dysponują dzisiejszy budowniczy... :)

    Fatra jak zawsze zachwycająca :) Może i mnie uda się wybrać tam w tym roku.

    Pozdrawiam )

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie tak ostatniego dnia zobaczyliśmy słońce za oknem, otworzyliśmy mapę, zauważyliśmy na niej te zamki, więc uznaliśmy, że nie może nas tam nie być. Fakt - wielki szacunek dla tych, którzy je budowali. Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mała Fatra jest bardzo urocza. Spędziłem tam tylko dwa dni kilka lat temu i jestem w dalszym ciągu zachwycony tym pasmem. Na pewno tam jeszcze wrócę.
    Relacja jak zwykle bardzo ciekawa i zdjęcia również :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za ciekawą relację. W niedzielę jedziemy tam z żona na 5 pełnych dni z planami intensywnej wspinaczki :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, wybieram się tam z ekipą na 4 dni wędrówki z plecakami. Potrębuję małego wsparcia ;] Skąd zacząć i gdzie nocować ? Chodzimy średnio około 20-25km dziennie. 1 dzień około 15km, 4 dzień trochę krótszy. do 10 max. bo musimy wrócić do łodzi. Adres priv sebastian.janeczek81@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. Nocleg polecam, jak w artykule - Stefanowa (bo u wylotu szlaków) lub Terhowa. Na pierwszy dzień można wziąć albo Diery (krótko, dolinkowo), albo Mały Rozsutec (łańcuchy). Na dzień drugi i trzeci albo Velky Rozsutec, Krywań. Przy okazji można zahaczyć o jakąś górkę po drodze. Czwartego dnia zaliczyłbym coś po drodze np. Orawskie Podzamcze.

    OdpowiedzUsuń