26 sty 2014

Kłodzko cz. 1 - Na moście, pod mostem i legenda o dwóch aptekach

Zwiedzenie Kłodzka było dość spontaniczną decyzją. Jak się okazało - słuszną. Tyle tu ciekawych miejsc, że musieliśmy relacje z tego miasta rozbić na dwie części, co by dało się ją przeczytać :). Dziś pokażemy Wam głównie starówkę, aż do tajemniczej Czarnej Bramy. Zapraszamy do lektury.




Kłodzko odwiedziliśmy na pożegnanie Kotliny Kłodzkiej. Wcześnie opuściliśmy kwaterę, więc czasu było dużo, a odległość od Stronia Śląskiego przyzwoita. Co najważniejsze - w ten dzień wypadły urodziny Anniki, więc trochę głupio było by spędzić je tylko na tylnym siedzeniu samochodu, obserwując przemykający świat za oknem. Po śniadaniu zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy do Kłodzka. Po drodze - niespodzianka. W rejonie Ołdrzychowic Kłodzkich witają nas dożynkowe ludki, o czym pisaliśmy już tutaj. Fajna sprawa. W ogóle widać, że kiedyś wieś miała się dobrze. Mijamy dawne zabudowany fabryczne i folwarczne. Szkoda, że nie starczyło czasu na chociaż krótki postój.


Wjeżdżając do Kłodzka z oddali wyłoniła się, prezentując całą swoją okazałość: twierdza kłodzka oraz stare miasto. Auto parkujemy w ciemno (w sobotę za friko) na jednym z placów przy ulicy Daszyńskiego. Okazuje się, że wybór był dobry. Do starówki mamy niedaleko.
Pierwszą rzeczą, na którą trafiamy i którą zwiedzamy jest kościół Matki Bożej Różańcowej. Jest to jeden z najstarszych i najciekawszych obiektów sakralnych w mieście. Losy kościoła ściśle związane są z zakonem franciszkanów oraz z poziomem wody w Nysie Kłodzkiej. Kościół wiele razy dotkliwie ucierpiał w czasie powodzi, najbardziej podczas tej z 1997 roku. Na szczęście większość zniszczeń odnowiono. Między innymi (nasze zdziwienie) dzięki pomocy rządu szwedzkiego. Na murach wciąż widać, jaki był wtedy poziom wody.



W kościele uwagę Grzecha przykuwa jedna z figur. Potem okazało się, że nie bez powodu przykuwała, bo był to jego patron :).

Kościół z gatunku widnych i ładnych. W nawach bocznych interesujące tryptyki - można się zatrzymać i pomyśleć kim są te postacie i co je łączy - ot takie łamigłówki :).



Wychodzimy z kościoła i idziemy przed siebie. To dobry wybór, bo naszym oczom ukazał się most, o którym słyszeliśmy. To nie most z Lądka Zdroju, z którego zdezerterował Jan Nepomucen.
Gotycki most Św. Jana przypomina praski most Karola. Jest trochę mniejszy, ale równie piękny. I co ciekawe starszy od tego czeskiego o prawie 100 lat. Most biegnie przez rzekę Młynówkę i łączy wyspę Piasek ze starym miastem. Dlaczego kojarzy się z mostem Karola? To sprawka barokowych figur postawionych po obu jego stronach.


Pod mostem też jest niczego sobie ;). Po jednej stronie ciekawie odrestaurowany budynek, po drugiej fajne miejsce na odpoczynek przy fontannie z widokiem na piętrzące się nad mostem kamienice.



Przez most wkraczamy na teren starego miasta. Centralne miejsce na rynku zajmuje okazały ratusz. W nim znajdziecie informację turystyczną. Ratusz posiada dość dużą wieżę, którą widać dobrze dopiero z dalszych zakątków miasta. Dla Anniki wieża miała w sobie coś w z wieży jasnogórskiej ;)



Nie mniej ciekawie jest wokół ratusza. Jest pręgierz...

...jest i fontanna.

Warto przyjrzeć się także kamienicom w rynku. Szczególnie tej "pod Jeleniem" oraz "pod Murzynem" -  na fasadach mają to od czego wzięły swoje nazwy ;)


Jak jest wiekowe miasto, to musi być i legenda (a tu będzie niejedna). W II połowie XIX wieku na Mariańskiej Górze koło Kłodzka żył Johannes Treutler. Był on pustelnikiem, który słynął z wyrobu "Balsamu Jerozolimskiego". Ów balsam zwalczał przeróżne dolegliwości, więc był lekiem niezwykle pożądanym, tak samo jak i jego receptura. Znało ja niewiele osób, w tym właściciele aptek: „Pod Jeleniem” i „Pod Murzynem”, u których pustelnik nabywał zioła i korzenie wykorzystywane w produkcji balsamu. Treutler zmarł w 1892 i pomiędzy dwoma aptekami wybuch spór o prawa do produkcji i sprzedaży leku.


Spór zakończył się dopiero w 1932 r. i wygrał go właściciel apteki "Pod Murzynem", który produkował lek do 1945 roku.


Tak przy okazji - ciekawe, czy dziś miałaby szansę powstać apteka o takiej nazwie, nomen omen - nieco niepoprawnej politycznie :).  Jako bonus dorzucamy jeszcze jedną kamienicę z innej części miasta, tym razem "Pod dzikiem":



Wracając do okolic ratusza - to jeszcze nie wszystko co tu można spotkać. Nie mogło przecież zabraknąć Kolumny Maryjnej. Aha - gdzieś w tych okolicach stała taka czerwona budka z lodami. Jak na nią traficie, to się zatrzymajcie - pierwszy raz od pobytu w Lombardii zjedliśmy lody, które choć trochę przypominały nam tamtejsze.


Mijamy kamienicę z ciekawymi niskimi renesansowymi portalami.



Na rogu kamienicy przy ul. Armii Krajowej nr 1 zobaczycie toskańską kolumnę, a na niej figurę św. Wacława w zbroi rzymskiej, stojącego na leżącym lwie.


Skręcamy w ulicę kościelną, by dostać się do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP. W samej uliczce dwie ciekawe niespodzianki. Ot takie ciekawe odrzwia ze starych czasów:


Przed nami Czarna Brama pozostałość po niegdysiejszym cmentarzu. Po przekroczeniu tej bramy odkryliśmy Kłodzko od strony jeszcze dawniejszej, ciekawszej, bardziej intrygującej. O tym, co zobaczyliśmy, przeczytacie w kolejnej części tej relacji :).

5 komentarze:

  1. Wieś gdzie widzieliście przygotowania do dożynek nazywa się Ołdrzychowice Kłodzkie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech te chochliki ;) Dzięki za sygnał, poprawione :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Most św Jana jest z XIV wieku a most św Karola wybudowano 100 później można powiedzieć że to Czesi wzorowali się na moście Kłodzkim:) niestety mało kto o tym wie:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Most św Jana jest z XIV wieku a most św Karola wybudowano 100 później można powiedzieć że to Czesi wzorowali się na moście Kłodzkim:) niestety mało kto o tym wie:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Wrzucimy tę informację do posta, by poszła dalej w świat :) Umknęło to nam przy pisaniu relacji. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń