3 cze 2013

Okolice Częstochowy - Hrabia, gorzelnia i rododendrony

Długi weekend na przełomie maja i czerwca to dobry czas na polowanie na rododendrony. Tym razem pojechaliśmy w stronę Kochanowic, Kochcic, Pawełek i Lublińca. Są to miejsca, koło których przejeżdżaliśmy, ale dopiero teraz potraktowaliśmy je turystycznie. Nie będziemy ukrywać - było warto. W dalszej części posta magiczna podróż śladami hrabiego von Ballestrem'a, rododendrony i masa zdjęć. 


Trasa, którą przebyliśmy jest idealna na przełom maja i czerwca. Długi weekend z okazji Bożego Ciała był dobrą okazją na taki wyjazd. Poniżej przepis na 1 dzień z pałacami, fabrykami i rododendronami.

Prologiem naszej wycieczki zaostrzającym jedynie apetyt mogą być Kochanowice. Tamtejsza szkoła mieści się w pałacu z XIX wieku. Niestety budynek można zobaczyć tylko z zewnątrz. My zajrzeliśmy do tutejszej piekarni, gdzie kupiliśmy przeciętny chleb, ale fenomenalne ogromne rożki półfrancuskie z serem i rogale z czekoladą. Jeszcze raz: fenomenalne i były one fajnym pomysłem na przekąskę w dalszej części drogi.

A teraz czas na sedno. Zatrzymujemy się w Kochcicach, a konkretnie w pałacu Ludwika Karola von Ballestrema, gdzie mieści się Wojewódzki Ośrodek Rehabilitacji. 



Czytając o historii tego miejsca jedno się rzuca w oczy - o jego właścicielu zawsze piszą dobrze (był człowiekiem porządnym i religijnym). Kochał Śląsk i traktował go jako swoją ojczyznę.  Niestety był Niemcem, a pierwsza połowa XX wieku nie była łaskawa dla tych "dobrych Niemców" dzięki innym Niemcom... I tak hrabia Ludwik Karol von Ballestrem po II Wojnie Światowej musiał stąd się zwinąć. Na szczęście wiele po nim pozostało (na szczęście w miarę dobrym stanie).



Przede wszystkim pozostał neobarokowy pałac z początków XX wieku. Oczywiście po wojnie miejscowa ludność i żołnierze rosyjscy nie są łaskawi, ale dzięki temu, że budynek cały czas był wykorzystywany, dziś jest w niezły,m stanie. Na tylnej ścianie pałacu widać krzyż maltański, zatem nasz hrabia do owego rycerskiego zakonu należał.

Poza pałacem hrabia stworzył tu park. Z jednej strony w stylu francuskim: 



Z drugiej strony mamy ciekawy ogród w stylu angielskim z rododendronami oraz dwoma stawami.
     

Byliśmy tu w lutym i w marcu. wtedy nie było tu nic ciekawego, ani zachęcającego. Natomiast teraz, na przełomie maja i czerwca, park po prostu oszałamia. 
 


Poza kwiatami warto zerkać na drzewa. Pełno tu bardzo starych dębów i lip.



Stawy w tym okresie tętnią życiem tak bardzo, że aż się chce usiąść i przy śpiewie ptaków tam na górze poobserwować jak śmigają ptaki na wodzie. Poniżej rodzinka kaczek.


W dolnej części kolejnego zdjęcia czają się łyski. Mimo, że przypominają kaczki, bliżej im do żurawi niż do kaczek. Ich małe mają fenomenalne czerwone łebki.



Tą łyskę nazwaliśmy głupią. Gniazdo uwiła tuż przy dechach. Dechy były oparte o brzeg, więc gniazdo aż zaprasza byłe czworonoga.


Pałac pałacem, parki parkami, ale za północno zachodnią bramą czai się hicior. Pokażemy Wam go od drugiej strony, czyli tak, jak my go widzieliśmy. Zatem zapraszamy tam, gdzie prawdopodobnie hrabia chodził piechotą :)

Jedziemy sobie do Kochcic, a tu taki starawy domek, a na nim pachnący historią szyld, w oddali ceglana wieża. Decyzja szybka - wbijamy się tam :)


Wieża (służyła ona do wytwarzania ciśnienia) należy do gorzelni z początku XX wieku. Wokół niej budynki magazynów i takie klimatyczne zabudowania mieszkalne nieco a'la familoki. Oczywiście wszystko to spadek po panu hrabim.





Za fabryką czają się budynki dawnego folwarku z XIX wieku. Dziś niestety lata jego świetności minęły. To jest obraz, który pierwszy zobaczycie po wyjściu z bramy, więc nie zrażajcie się i zasuwajcie w stronę gorzelni :).




Tyle tego dobrego w Kochcicach. By poznać pana hrabiego lepiej, zasuwamy nieco dalej do miejscowości Pawełki. W międzyczasie rzut oka na drogę między Kochcicami i Pawełkami z widokiem na te pierwsze.


W Pawełkach rzuci nam się w oczy drewniany kościół. Na razie go zostawmy i udajmy się zgodnie z drogowskazami na uroczysko Brzoza. Na 2 km przed celem trzeba zostawić samochód i dalej udać się szlakiem na piechotę, a warto. Dochodzimy do pięknego jeziora.





Hrabia najwyraźniej lubił odpoczywać w tym miejscu, bo postawił tu dworek myśliwski i kościółek (1928, albo 1933 r.). Co niedzielę sprowadzał księdza, by ten odprawiał tu mszę. W latach 50 XX wieku kościół przeniesiony zostaje do miejscowości Pawełki. Tutaj możemy zobaczyć kapliczkę będącą repliką kościoła. 


Teraz trzymamy się znaków "do pomnika przyrody". Docieramy na stanowisko różanecznika katawbijskiego. Hrabia miał tutaj szkółkę roślin egzotycznych, które potem przesadzał do przypałacowych ogrodów. Dziś roślinki mają ponad sto lat i rozrosły się na 0,46 ha. Ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł i wybudował tu wierze widokową, zatem można to zjawisko w pełnej krasie podziwiać z góry. Idealny okres - przełom maja i czerwca.




Wracamy do miejscowości Pawełki. Tu znajduje się kościółek przeniesiony znad stawu. Podobno naprzeciwko mieszkał pan, co był tu kościelnym i opiekunem od czasów hrabiego.


Historię hrabiego tu zakończymy, ale jest jeszcze kilka miejsc w okolicy, które oko nacieszą. Przede wszystkim chcieliśmy do Brzozy dotrzeć od drugiej strony, czyli od wsi Lubecko lub Ostrów nieopodal Kochanowic. Stąd dystans do pokonania z buta byłby większy, więc czmychnęliśmy do Kochcic, ale z błądzenia po tych mieścinach zostały nam w pamięci kapliczki i przestrzenne widoki z naszą drogą.




Na sam koniec skoczyliśmy jeszcze do pobliskiego Lublińca. Zanim nas przegonił deszcz zdążyliśmy rzucić okiem na drewniany kościół św. Anny i na zamek.



W Lublińcu polecamy też fajnie zagospodarowany park. Myśleliśmy, że mamy jego zdjęcia, a nie mamy. Zatem będzie trzeba tu wrócić :)

1 komentarze: